O blogu

Ot, mój blog. Jaki jest - każdy widzi. Nie ma myśli przewodniej. Nie ma panów, ani bóstw (oprócz tych, które sam stwarzam na własne potrzeby). Jest to, co chce napisać, i tylko to. Wrażenia z lektury, z doświadczeń rozmaitych, odpryski rzeczywistości, gmeranie w sieci, zapamiętane sekwencje obrazów.
Wycieczka na przełaj, na azymut, nieco bez ładu i składu, do tego czysto subiektywna, przez różne wyspy, mielizny i rafy na oceanie popkultury, mieniącym się miliardem kolorów, składającym się z bezdennej otchłani treści, kształtów, obrazów.
Tak samo, jak wszystko jest polityczne, tak samo wszystko jest popkulturą - nawet kultura wysoka, o szczytach gór jeszcze nieco wystających ponad wzburzone, spienione wody.
Jeśli chcesz, żegluj ze mną.

Piszę, bo chcę, piszę, bo lubię. To nie ma być profesjonalny blog z recenzjami. Raczej zapis tego, co czytam, prowadzony przeze mnie i dla mnie. Jeśli komuś się to spodoba - świetnie, idźmy więc razem. Dlatego nie ma tu miliona obrazków, profesjonalnego logo ani nawet konkretnych ocen. Bo wszystko jest subiektywne, każdy ma własne spojrzenie. Staram się więc napisać, czym jest dana książka/cokolwiek, co tu przedstawiam, co w niej przypadło mnie do gustu, co mnie odrzuciło, co uważam za mocne i za słabe strony. Pokazuję drogę, ale nie prowadzę za rękę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Taki miałem zamiar.
Czasem, jak coś bardzo mi ciąży na wątrobie, piszę o czymś innym. O czymkolwiek innym.

A czemu Salon Decadence? Lubię klimat fin de siecle, atmosferę schyłku i nadciągającego Nieznanego, atmosferę przesyconą oparami absyntu. Oraz mocniejszych używek. Poza tym, czekam na immanentyzację eschatonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane - to dobra ochrona przed spamem i trollami.