poniedziałek, 3 października 2016

#czarnyprotest #miejscefacetajestwkuchni

Nie mogłem wziąć udziału (praca), ale oczywiście wspierałem z całego swojego serca.

Jeśli ktoś chciałby zapoznać się z tekstami nt. aborcji wolnymi od katolskiej nowomowy w stylu dzieci nienarodzonych i wolnymi od katolskiego wartościowania, polecam kilka linków, gdzie wypowiedzieli się na temat ludzie znacznie bardziej kompetentni ode mnie (kolejność przypadkowa):
Paulina Łopatniuk Wczesna aborcja farmakologiczna - skuteczna i bezpieczna (...)
Paulina Łopatniuk To trzeba mieć pecha, czyli dwa w jednym (nie tylko) jajowodzie
Stefan Karczmarewicz Projalferzy też chcą zabijać. Trzeba to wreszcie powiedzieć otwarcie i przywrócić proporcje dyskusji
Slwstr Jeden argument
Slwstr Dziecko specyficznie poczęte i inne przykre historie
Slwstr Syndrom poaborcyjny nie istnieje
+ do tego pocztówka z Salwadoru (u nas byłoby to samo)

I wisienka na torcie - mieliście katole świętych od aborcji, np. świętą Ciarán. O, tutaj sobie poczytajcie. Potem wiatr zawiał z innej strony, to się przerobiło stare klechdy, których i tak nikt nie pamięta. To trochę jak wymazywanie ze zdjęć ofiar kolejnych czystek - lub Wesołowskiego (w takich przypadkach aż człowiek żałuje, że nie istnieje coś takiego jak nieśmiertelna dusza - bo takie sukinsyny zasługują na kociołek ze smołą przez wieczność).

Znajome i przyjaciółki podsyłały mi zdjęcia - fantastycznie, tysiące ludzi w całej Polsce. Zygotarianie i brunatni pożyteczni idioci obecnej władzy (jesteśmy taaaacy antysystemowi, to przypadek że mamy praktycznie takie same poglądy jak rząd) przykryci czapkami przez biorących udział w manifestacjach. Manifestacje (odpowiednio mniejsze, ale jednak) odbywały się nawet w takich czarnosecinnych zadupiach jak moje rodzinne miasto.

Czyżby lekko powiał wiatr z lewej strony? Czyżby zmurszały gmach kościoła katolickiego, instytucji przez wieki żerującej na niewiedzy i umacniającej swoje wpływy w społeczeństwie przez wzbudzanie strachu i poczucia winy w końcu zaczął się chwiać?
Pewnie nie, bo ten nowotwór rozlał się na ogół życia społecznego. Ale oto jest pierwszy sygnał, że nawet i owce (wśród protestujących było mnóstwo kulturowych katolików i/lub wierzących niepraktykujących, niestety taki mamy klimat) potrafią od czasu do czasu naszczekać na psychotycznych pasterzy. Może ktokolwiek się zastanowi, czy aby na pewno warto brać ślub kościelny, bo co babcia powie lub czy warto chrzcić dzieci, bo co ludzie powiedzą. A niech mówią. Być może zwiększy się ilość apostazji - co prawda z kościoła zdaniem kościoła nie da się wystąpić, bo kościół chytrze założył że czary-mary chrztu są nieodwracalne, więc apostata nadal figuruje w księgach kościelnych jako katolik - ale zawsze coś.
Ja opracowałem własny rytuał zmazania chrztu i odprawiłem go już jakiś czas temu, gdy spaliłem swój swój różaniec i modlitewnik, religijne obrazki i resztę szpargałów (bo byłem kiedyś sfrustrowanym, lękającym się każdego cienia i drżącym o diabelskie wpływy nawet w lodówce bogoojczyźnianym katolikiem). Poczułem się lepiej. Jedna psychodrama zamiast drugiej, tym razem na moich zasadach. Wbrew pozorom nie trudno o zaspokojenie uczuć numiotycznych, gdy zrozumie się, skąd one wynikają i jaką spełniają rolę.
Obyśmy dożyli czasów, gdy próchno krzyża ustąpi powszechnemu zrozumieniu, że wypełzliśmy z ciemności i wszyscy tam nieubłaganie w każdej sekundzie naszego trwania zmierzamy, a wszystkie upiory nawiedzające nasze życie, pojęcia bez treści, obrazy skrywające pustkę są tak samo gówno warte.

Drobna uwaga dla przypadkowych czytelników z lewej strony: ten blog zawsze jest na czarno. Poza tym uważam, że ludzkość powinna wyginąć, a im dłużej żyję w wielkim mieście, im dłużej robię w korpo, i im dłużej wpieprzam paroksetynę z pierdylionem innych prochów by w ogóle funkcjonować, tym bardziej dochodzę do wniosku, że polityka miejska a'la Pol Pot w określonych sytuacjach jest w pełni usprawiedliwiona. Więc nie uznajcie mnie przypadkiem za swojego. Jestem po prostu dość empatycznym nihilistą.

A tak poza tym to uwielbiam gotować, chociaż rzadko mi się to zdarza (lenistwo; obiecuję poprawę). Naleśniki z indykiem to mój popisowy numer. Moja dziewczyna je uwielbia.



Zwyczajna notka o ksiunżkach, kuncertach i wszelkich krotochwilach - będzie niedługo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane - to dobra ochrona przed spamem i trollami.